Bylo lato.
Gorace.
Upalne.
Bez deszczu.

Dlatego tez wiekszosc ludzi zyje tak nierealnie.

Strumienie i jeziora umarly.
Morza skurczyly sie ze strachu przed sloncem.
Ptaki nie wzbijaly sie w blekitne niebo - czekaly.
Deszcz jednak nie nadszedl.

Poniewaz zewnetrzne obrazy uwazaja za rzeczywistosc,

Ludzie umierali.
Zwierzeta cierpialy.
Po lecie nadeszla jesien.
Upalna.

a swego wlasnego swiata wcale nie dopuszczaja do glosu.

Bez wiatru.
I bez deszczu.
Wszystko na ziemi umarlo.
A ona matka wszelkiego zycia popekala ze zgryzoty.

Mozna byc wtedy nawet szczesliwym.

Wtedy słonce zrozumialo.
Dotarlo do niego to co uczynilo.
Poczulo sie winnym.
Winnym smierci.

Lecz z chwila gdy pozna sie juz raz tamto inne ja,

Nie moglo sobie wybaczyc swego wystepku.
Ze smutkiem i ciezarem winy.
Zmienilo sie w czarna dziure.
Odeszlo.


nie ma sie już wyboru i nie mozna isc droga, ktora wybiera wiekszosc.





Komentarze: